Zaczyna się zazwyczaj od niewinnego podkradania mamie pudru i prób rozszyfrowania, po co takiej dużej babie kolorowe kredki. Później małe damy zachwycają się paletami cieni i szminkami, którymi zazwyczaj pod nieobecność rodzicielek tworzą dzieła sztuki na łazienkowym lustrze. U mnie ta faza miała nieco inny przebieg ze względu na fakt, iż mam kuzynkę w swoim wieku. Każda wizyta zaczynała się tak samo - wyrzucaniem wszystkich ciuchów z szaf, rewią mody i godziną spędzoną przed lustrem. A potem pokazywałyśmy się naszym mamom...
"Mamo, mamo, spójrz jak ładnie się ubrałam! I sama umalowałam!" - krzyczę, machając srebrną apaszką i prezentując się w różowej sukience i złotych obcasach mamy (rozmiar 39, prawie się zabiłam; i do dzisiaj wiem, że srebra i złota się nie łączy!) i szczerząc umazane od błyszczyka kły. Spokojnie, moja kuzynka nie wyglądała lepiej - bluzka w panterkę i gigantyczny kapelusz do dziś prześladują mnie w snach.
Zmierzając do tezy - każda kobieta nosi w sobie pragnienie piękna.
XXI WIEK IDEAŁÓW
Idealnie wyrównane brwi, idealnie przykryta podkładem cera, idealnie nałożony cień na powiekach, idealnie wykonturowane usta, idealnie dopasowana sukienka i idealnie wyszczuplające rajstopy kryjące. Ostatnio nawet widziałam krem, który podobno w pięć minut sprawi, że mimo nieprzespanej nocy będziesz wyglądała idealnie. Mam ochotę zapytać producenta, czy z kaca też ten krem wyleczy...
Być idealnym człowiekiem to trochę jak być uczciwym politykiem lub psychiatrą-psychopatą... No dobra, ostatni przykład podpowiada mi Hannibala, więc może zostawmy porównywanie i postawmy sprawę jasno - słowo "idealny" i "człowiek" pasuje do siebie jak wytrawne wino do kanapek ze smalcem i ogórków kiszonych.
Choć podobno wszystko jest możliwe...
GDZIE JEST GRANICA?
Dochodzimy w końcu do tego punktu, w którym trzeba jasno określić granicę, której kobiety nie powinny przekraczać w podkreślaniu własnej urody. Ale choćbym nie wiem jak się starała, nie można jednoznacznie stwierdzić, kiedy kobieta "przesadza". Dlaczego? Bo każda kobieta jest inna, każda nosi w sobie inne poczucie piękna, inny gust i zupełnie inne upodobania. Przez dłuższy czas sama miałam wrażenie, że powinnam się gdzieś "wpasować". Ale później zadałam sobie bardzo ważne pytanie: po co? Dlaczego mi na tym zależy?
Aktualnie nie mam żadnych problemów, żeby w poniedziałek ubrać wysokie buty i elegancką sukienkę, we wtorek air maxy i snapback'a, a w środę glany i spodnie moro. W końcu - czy coś mnie ogranicza?
BĄDŹ SOBĄ, NIE ŻAŁUJ TUSZU!
Tak, kochana kobieto - jeśli lubisz mocny makijaż i czujesz się w nim dobrze, dlaczego masz się pozbawiać tej przyjemności? Jeśli uwielbiasz wysokie buty, czy wzrost powyżej 170cm powinien Cię ograniczać? Czy jeśli dobrze czujesz się w spodniach to na siłę powinnaś wciskać się w obcisłe sukienki, które wbrew pozorom wcale nie czynią Cię bardziej kobiecą, ponieważ TY nie CZUJESZ się w nich dobrze? Twoja kobiecość tkwi w Twojej duszy i nikt nie ma prawa jej definiować prócz Ciebie.
Tak, drodzy twórcy "idealnego wizerunku kobiety" - spójrzcie na swoje matki, córki, żony, przyjaciółki z innej strony - są kobiece takie jakie są. Niczego nam, baby, nie brakuje! :)
